Wstaje z martwych tam po cichu,
Tam pod brzydkim, brudnym
śniegiem,
Tam na trawie i chodniku,
Po kolejnym swym pogrzebie.
Odrodzenie jest już blisko.
Mróz powoli ustępuje.
Znów pojawi się to wszystko —
To, do czego miłość czuje.
Widzi światła coraz więcej,
Coraz cieplej dookoła.
Coraz żwawiej bije serce,
Coraz głośniej stąd go wołam.
Woda kapie mu na głowę,
Tam roztopy go zastały.
Zbiera w sobie siły nowe,
Ciągle wierny, ocalały.
Stamtąd jednym okiem patrzy
I bez czapek widzi ludzi.
Tam go słońce lekko głaszcze,
Tam go wiosna ze snu budzi.
Nie wiem czy to zamierzone, ale tenże wiersz, jest idealnie spójny z "Zimą" z 2009. Jestem pod wielkim wrażeniem.
OdpowiedzUsuńPoza tym jest tak bardzo wiosenny, że aż mi niedobrze, ale to chyba w sumie dobrze. Bo każdy zna i moje i Twoje nastawienie do wiosny.
Ona się wylewa z każdego wersu wręcz.
Poza tym to weź wydaj jakąś kompilację Pogodowo-poro-roczną...
Tak, jak najbardziej zamierzone.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam Ol, nie chciałam Cię przyprawiać o mdłości. :)
W sumie teraz już by się uzbierało na takową kompilację...