Szept
Myślę, że to niebo płacze,
Cicho szumi lekką mżawką.
Roni łzy nad miejskim parkiem,
Moczy bzy i puste ławki.
Uspokaja słotnym szeptem,
Zmywa lęki i nadzieje,
Rozsiewając trochę smutku
Pośród krzewów i alejek.
Delikatnym tchnieniem chłodu
Zatrzymuje czas na moment
I subtelnie muska skronie
Samotnością przyprószone.
Cicho szumi lekką mżawką.
Roni łzy nad miejskim parkiem,
Moczy bzy i puste ławki.
Uspokaja słotnym szeptem,
Zmywa lęki i nadzieje,
Rozsiewając trochę smutku
Pośród krzewów i alejek.
Delikatnym tchnieniem chłodu
Zatrzymuje czas na moment
I subtelnie muska skronie
Samotnością przyprószone.
Krzyk
Myślę, że to bóg się złości,
Ciska w szale talerzami.
Gdy rozbija je o ściany
Zasypuje świat gromami.
Jeden, ale w trzech osobach
Gniewu, żalu i rozpaczy,
Noc rozdziera, bo swej furii
Wyładować nie ma na czym.
Przyodziany w czarne chmury,
Popędliwy i szalony,
Grzmi ponuro, zagłuszając
Krzyki ze snu obudzonych.
Ciska w szale talerzami.
Gdy rozbija je o ściany
Zasypuje świat gromami.
Jeden, ale w trzech osobach
Gniewu, żalu i rozpaczy,
Noc rozdziera, bo swej furii
Wyładować nie ma na czym.
Przyodziany w czarne chmury,
Popędliwy i szalony,
Grzmi ponuro, zagłuszając
Krzyki ze snu obudzonych.
Cisza
Myślę, że to śmierć umiera,
W niebyt zmierza wolnym krokiem.
Otulona w brak kolorów,
Zanurzona w ciepły spokój.
Bezszelestnie składa skrzydła,
Gładzi pióra drżącą ręką.
Znika cicho, potajemnie,
Bez znaczenia i wydźwięku.
Refleksyjnie patrzy w przestrzeń,
Staje sennie na krawędzi.
Świat sam sobie pozostawia,
I tak wiecznie żyć nie będzie.
W niebyt zmierza wolnym krokiem.
Otulona w brak kolorów,
Zanurzona w ciepły spokój.
Bezszelestnie składa skrzydła,
Gładzi pióra drżącą ręką.
Znika cicho, potajemnie,
Bez znaczenia i wydźwięku.
Refleksyjnie patrzy w przestrzeń,
Staje sennie na krawędzi.
Świat sam sobie pozostawia,
I tak wiecznie żyć nie będzie.
Trójdźwięk wrażeń
Myślę, że to… ech, nieważne.
Świat już zdążył dojść do siebie.
Wytarł krople, wskrzesił ciszę
I zapomniał też o gniewie.
Ciepły promień wpełzł na niebo.
Szkło nikogo nie zraniło.
Czarne pióra gdzieś zniknęły,
Jakby nigdy ich nie było.
Jeszcze tylko pobrzmiewają
Trójdźwiękowych wrażeń tony.
Trzy wspomnienia poszarzałe,
Które lekko… czuć ozonem.
Świat już zdążył dojść do siebie.
Wytarł krople, wskrzesił ciszę
I zapomniał też o gniewie.
Ciepły promień wpełzł na niebo.
Szkło nikogo nie zraniło.
Czarne pióra gdzieś zniknęły,
Jakby nigdy ich nie było.
Jeszcze tylko pobrzmiewają
Trójdźwiękowych wrażeń tony.
Trzy wspomnienia poszarzałe,
Które lekko… czuć ozonem.