Śmierć przywdziewa czarną szatę
W czarne paski – tą odświętną.
Zmaga się z czarnym krawatem
A tam za oknem barwy bledną.
Czarne pantofle zakłada,
Sznurówki wiąże dokładnie,
Bo to bardzo nie wypada,
Gdy Śmierć potknie się i upadnie.
Ostatni guzik zapina –
Czarny, gładki, kwadratowy.
Sprawdza czyja jest godzina
I staje przed lustrem gotowy.
Kolejny zmierzch już nadchodzi
Więc i Śmierć dłużej nie zwleka.
Bierze kosę i wychodzi,
Bo tam już ktoś na niego czeka.
czekałam na coś nowego, że w końcu zaprzestałam tu zaglądać ;p
OdpowiedzUsuńGośku wiersz świetny ;]
mistrzu!